skoki w Warszawie, Trójmieście i na Mazurach | skok spadochronowy | skoki spadochronowe | skok w tandemie | skoki w tandemie | skok ze spadochronem | skoki ze spadochronem | skoki tandemowe

skoki spadochronowe z instruktorem

Tandemy.pl
skoki tandemowe
1

Chcesz skoczyć?
Zadzwoń: 0-606 321 181

2

Kliknij, aby zarezerwować skok w tandemie dla siebie lub bliskich
(Click for Tandem reservation form)

3

Chcesz się dowiedzieć więcej?
Wypełnij formularz, a my
skontaktujemy się z Tobą

Główna -> Wyjazdy spadochronowe -> Gdzie już byliśmy ->
Sevilla w lutym - relacja z wyjazdu Email
skokSposób na wspólne spędzanie czasu.
na przykładzie wyjazdu w lutym 2008 do Sewilli.



Turystyka lotnicza nie stanowi nic nowego dla tych zainteresowanych zabawą w powietrzu, którym pisane było spędzać większość czasu w naszym kraju. Zacieranie się granic europejskich, dogodny transport (często lotniczy) oraz częściej spotykana znajomość języków obcych sprzyja organizowaniu zagranicznych wyjazdów o charakterze lotniczym.
Wcześniej przed nami byli narciarze i płetwonurkowie, wśród których część postawiła na jakość i komfort spędzania wolnego czasu. Tak się przecież składa, że nurkuje się lepiej w Chorwacji czy Włoszech a jeździ na nartach w Austrii lub Francji. Pewne uwarunkowania klimatyczne i geograficzne sprzyjają bowiem wybranej aktywności a inne uprawia się w tych samych warunkach na siłę.

sewilla
Gdy przyjdzie zająć się lataniem, trzeba zdać sobie sprawę, że nie wystarczy samo zgromadzenie odpowiednich funduszy. Trzeba wygospodarować czas wolny od pracy, oraz czas, który będzie spędzany poza domem.
Pierwsza kwestia jest w pewien sposób regulowana Kodeksem Pracy i nie wiąże się zwykle z wyrzutami sumienia, jeśli jest inaczej to znak, że popadamy w chorobliwy pracoholizm, druga kwestia jest trudniejsza bo wielu pasjonatów jest rozdartych pomiędzy spędzaniem wolnego czasu z rodziną a uprawieniem latania.

Na nasze lotniska trudno jest zabrać osoby towarzyszące, tak aby miały czym się zająć, jest kilka wyjątków ale to ciągle za mało. Gdy to wszystko poskładamy sobie w głowie do całości a do równania dołożymy większą wrażliwość na warunki atmosferyczne potrzebne dla skoczków spadochronowych siłą rzeczy wylądujemy w takim miejscu jak Sewilla. zaloga

Skłaniam się coraz bardziej do przekonania, że tego rodzaju wyjazdy to nie tylko wypełnienie pustki jesienno zimowej, to sposób na bardziej przewidywalne i przyjemne spędzanie czasu o każdej porze roku. Zdarza się przecież niejednokrotnie, że siedzimy w oczekiwaniu na pogodę, na zgodę, na paliwo lub na cokolwiek innego, choć kartki kalendarza sugerują „szczyt sezonu”. Nijak nie uśmiecha nam się zamiana tej lotniskowej bezczynności na jakieś tam urlopowe nudy na pudy ale pozostaje żal, że zmarnowaliśmy wspólny czas.

Zaplanowanie wyjazdu w miejsce, które jest przed wylotemodmienne kulturowo, architektonicznie, kulinarnie a przede wszystkim klimatycznie stanowi miecz do rozwiązania tego węzła. Wyjeżdżamy razem, zajmujemy się głównie tym, co robimy najchętniej i nie mamy żadnych oporów, gdyż bliskie nam osoby mogą w tym czasie byczyć się na plaży, nad basenem, zwiedzać perełki turystyki i cieszyć każdą chwilą.

Nasłonecznienie poza najbardziej pochmurną strefą klimatu umiarkowanego jest wspaniałą terapią samą w sobie a wsparta aktywnością lotniczą zaczyna działać cuda jeśli chodzi o ładowanie akumulatorów potrzebnych to brnięcia przez codzienność.


Po tym ciut długim wstępie, trochę o ostatnim wyjeździe. sewilla


Stwierdziliśmy z Ulą, że pora postawić na najwyższy (w granicach rozsądku) komfort. Wspominając swoje dawne wycieczki zauważyłem, że skoki z czasem zaczynają zlewać się w pamięci w jedno wspaniałe przeżycie, jednak pieczęciami odciskają się przyziemne przyjemności nierozerwalnie związane ze skakaniem.
Pamiętam miejsca, ludzi, smak potraw i oczywiście, gdyby nie skoki to tam by mnie nie było ale zapamiętałem te charakterystyczne dodatki. Nikt mi nie zabroni pamiętać smaku zupy czosnkowej z Kunovic, czy rzizków z Prostejowa, steki z Empuria Brava czy wielka micha frytek od barmana polskiego pochodzenia w Teuge itp. itd.

Więc cóż teraz, gdy skokorganizuję takie wyjazdy mogę zaproponować? Zabawę, wypoczynek i nie nastawianie się tylko i wyłącznie na skoki. Trudno to pewnie zrozumieć cyfrotłukom fundamentalistom ale normalnie doceniający przyjemności życia skoczek na pewno znajdzie balans pomiędzy kluczową aktywnością i tymi pobocznymi, cielesnymi uciechami.

Po fachowym przekopaniu dostępnych miejsc zakwaterowania Ula wytypowała dom o wdzięcznej nazwie Villa Andalucia położony na obrzeżu Sewilli w dzielnicy Gines (czytaj Hines). Miejsce o tyle miłe, że budowane przez Hiszpana na jego własne zapotrzebowanie a nie z myślą o turystyce. Wystrój wnętrza, smak i klimat nie do podrobienia.

Podświetlany basen, który zimową porą roku stanowi element głównie dekoracyjny, czasem był magnesem do sprawdzenia odporności na chłód wody poprzez wskakiwanie i jeszcze szybsze wyskakiwanie. Jeszcze nigdy tak szybkow samolocie się nie ewakuowałem z wody, gdy organoleptycznie stwierdziłem jej temperaturę. Na zewnątrz pod zadaszeniem znajdowała się szisza zone. Dowodzona przez Adasia, który nawet sklep w Bormujos wyhaczył celem zaopatrzenia w świeży towar do fajki w zasadzie od godzin porannych, z przerwą na skoki pracowała do późnego wieczora. Sprawdziliśmy, że pod wodą nie działa. Za to na brzegu gdy stoimy w wodzie a i owszem.

W przestronnym salonie, w gotowości czekał rozpalony kominek, wokół którego na kanapach towarzystwo damsko męskie leżało jak doświadczone kocury. Stały skład kanapowy to
sewillaKulfon, wpatrzony w swojego kompa, Iris – czytająca niemieckie książki i Thomas a często ze słuchawka widywany był Lolek. Bywało, że wszyscy tam siedzieliśmy snując opowieści drzewa sandałowego. Ten stan kanapowy można było nazwać spóźnioną sjestą po obiedzie przygotowanym przez Agnieszkę. Agnieszka, jedna z dwóch, o których nam wiadomo, kobiet w stanie błogosławionym, musiała zrezygnować z planowanego szkolenia spadochronowego. Jednak z wyjazdu nie zrezygnowała i jak twierdzi, tak dobrze to jeszcze nigdzie nie wypoczęła. Spodobały się jej swobodne fantazje kulinarne, które ochoczo testowaliśmy po każdym dniu skocznym. Dla niektórych, mających dwie lewe ręce do gotowania taka sytuacja była zbawieniem. Jedynie pewnym podwójnym zgrzytem były ostre papryczki, które oczywiście wszyscy jedli ale powiedzmy, z różnym entuzjazmem. sewilla

Drugi salon, umieszczony w katakumbach służył do projekcji filmów z danego dnia, lub jeśli by była taka fantazja do jakieś produkcji fabularnej (ale nie było takiej potrzeby bo od połowy wyjazdu były jeszcze fotki do oglądania zaraz po filmach) Niewątpliwie to dolny salon stanowił Internet Cafe ale dopiero gdy Luki przywiózł własny, domowy zestaw do sieci wi-fi. Pomajstrował i nim minęły trzy pacierze bajty fruwały w eterze. Lopez, tak nazwijmy kryptonimem roboczym właściciela domu zorientował się o co chodzi i Luki jemu również wyregulował router.

Jeśli chodzi o same skoki to niewątpliwie pokrzyżowały część naszych planów trzy istotne czynniki:

  • Pora deszczowa, która wyjęła nam około 30% dni skocznych. Tu pomysł na dłuższy o tej porze roku wyjazd okazał się genialny!
  • Tajemnicze kalibrowanie przestrzeni lotniczej, które powiązaliśmy z wybrykami powietrznymi wojska, bo któż może być tak tajny łamany przez poufny i blokować latanie przez 3 przedpołudnia. Dosłownie raz pojawiły się zielone śmigłowce, więc to niemal pewne, że trepy maczały w tym paluchy.sewilla
  • Oraz najważniejszy – German Virus. Nieznana do tej pory ludzkości choroba przywieziona najprawdopodobniej przez Thomasa z Niemiec (stąd też nazwa) zmutowana następnie przez Gajera, który zamieszkuje na co dzień w Anglii. Taka mieszanka powaliła niemal wszystkich a wzorcem ofiary wirusa, który można położyć obok wzorca kilograma w Paryżu okazał się Doktorek. Zamiast zrobić kurs, przeleżał dzielnie w łóżku robiąc za dodatkowy kaloryfer. Jest to dziwne, gdyż w ściągnięty z Maroko powinien wykazywać się niezwykle efektywnym układem immunologicznym. Zdrowie pozwoliło tylko na tandemie ale co się odwlecze to nie uciecze. Doktorek już zabukował miejsce na listopad. Choroba przetaczała się spokojnym ruchem śmiercionośnej epidemii i nie ominęła nawet cyfrotłuków-fundamentalistów. 

sewillaPomimo kłód rzucanych pod czasze spadochronów, nasze czarne konie imprezy Kali i Pablo podkręcili cyfrę w sposób zauważalny pokonując połowę setki skoków. Dorobek zdjęciowy Pabla można teraz podziwiać zanurzony w tekście a gdyby Kali miał odpowiednie wyposażenie to nie wiem, gdzie byśmy podziali wszystkie utrwalone obrazy. I tak zebrało się tu wiele gigabajtów, na długie wieczory.

Gajer, po ciekawym lądowaniu i mutowaniu GV stanął na nogi skończył kursik oraz łupnął trochę konsoli. Lolek, choć w planach miał raczej siedzenie w miłej atmosferze nie wytrzymał i całkiem zdrowo poskakał. Gdyby Luki Anik i Krzysiek nie wpadli na pomysł spędzenia tylko połowy wyjazdu i tej krótszej to też pewnie wyjechaliby jako samodzielni.

Bardzo wdzięcznie prezentowała się na układalni Ala, która bez problemu układała
skoki zwierzowego spadaka a Jarecki tylko te układki otwierał i otwierał. Dojechali do nas też Kusy i Jeleń, skoczkowie, którzy nie darowali sobie okazji zaliczenia nowego miejsca.

Nowym pomysłem, który wspaniale wypalił okazał się romantyczny weekend połączony z m
rożącym krew w żyłach skokiem. Para z fantazją dołączyła do nas na kilka dni, chłonąc nie tylko same skoki ale również sposób spędzania czasu wolnego. Marcin i Madzix wpadli jak Alberto Tomba Bomba, dobrze, że od razu z marszu skoczyliśmy w tandemie bo parę dni pochmurnej pogody pokrzyżowałoby plany. Ogólnie trafiliśmy na stan, w którym Hiszpanie nie za bardzo wiedzą jak jeździć samochodami – a i tak przed wylotemkiepsko jeżdżą. Gdy spadnie deszcz, powiewa grozą na ulicach.

A propos samochodów, wynajęliśmy dodatkowe dwie sztuki, więc zwykle nie było problemu ze spontanicznymi pomysłami na spędzenie dnia. Bus transportowy odpalany przy pomocy kilku silnych chłopa, służący do przewiezienia wszystkich spadochronów i dodatkowego sprzętu zawoził większość skoczków o rozsądnej porze. Na pewno nie było to skoro świt. Wcześniej jechał mały samochodzik z tymi, którzy nie chcieli przegapić żadnego wylotu.

Na wyjeździe pękły następujące jubileusze:

  • 700 Kulfona,
  • 200 Pablo,
  • 300 Bartosza Kussego,
  • 60 Jareckiego,


Oczywiście nie obeszło się bez najazdu na Sewillę, zanurzenia (z butlami) w Atlantyku i Adaś, Miłosz i Tola, tradycyjnej wizyty w tradycyjnej knajpie z nie mniej tradycyjnymi potrawami – jeszcze nie skażonymi unifikacją dla turystów. W sumie 25
sewilla osób miało wspaniałą zabawę i zanim jeszcze pobyt się skończył już były zabukowane miejsca na kwietniowy termin.

Sprawdzę jeszcze długofalowo ten kierunek rozwoju ale mam coraz mniej wątpliwości, że wyjazdy na skoki mają słoneczną przyszłość.
Najbliższy temin testów to 29 marca - 8 kwietnia. Potem coś na przełomie lipca i sierpnia i dłuuugi test przełomu października i listopada.

zobaczcie jeszcze galerię zdjęć na forum crazy4skydive, bo ciągle ich przybywa