skoki w Warszawie, Trójmieście i na Mazurach | skok spadochronowy | skoki spadochronowe | skok w tandemie | skoki w tandemie | skok ze spadochronem | skoki ze spadochronem | skoki tandemowe

skoki spadochronowe z instruktorem

Tandemy.pl
skoki tandemowe
1

Chcesz skoczyć?
Zadzwoń: 0-606 321 181

2

Kliknij, aby zarezerwować skok w tandemie dla siebie lub bliskich
(Click for Tandem reservation form)

3

Chcesz się dowiedzieć więcej?
Wypełnij formularz, a my
skontaktujemy się z Tobą

Główna -> Wyjazdy spadochronowe -> Gdzie już byliśmy ->
Wyjazd do Pribram - kwiecień 2007 Email
Coraz częściej dochodzę do wniosku, że turystyka jaką uprawiamy nie jest związana jedynie z przemieszczaniem się w przestrzeni z punktu A do punktu B i czerpania tam przyjemności z latania. To całokształt naszych zainteresowań skierowanych w stronę przyjemnego i uczącego spędzania czasu wolnego. Najważniejsze jest jednak to, że najprzyjemniej jest spędzać czas w gronie miłych ludzi, dokąd się jedzie staje się wtedy sprawą mniej istotną.
 

Wyjazd do Pribram

 Z założenia miał być to wyjazd, typu ucieczka od stołu wielkanocnego i kilkudniowego robienia NIC, czyli siedzenia przed telewizorem i zbijania bąków po obfitym jedzeniu. W założeniach były również skoki tandemowe oraz kontynuacja rozpoczętych w Hiszpanii AFFów. Okazałem się jednak być miękki, co skwapliwie wykorzystali nowi adepci skydivingu. Zaatakowali w sposób zespołowy (co zawsze bierze mnie pod włos) i zrobiłem im szkolenie teoretyczne przed wyjazdem a na wyjeździe zamiast tandemów mieli zrobić sobie przynajmniej po jednym skoku AFF.
Pogoda, która nas zastała w połączeniu z organizacją skoków, którą znam z lat poprzednich zaowocowała przekroczeniem założonych stanów minimalnych i to o dobry stachanowski procent.


   Coraz częściej dochodzę do wniosku, że turystyka jaką uprawiamy nie jest związana jedynie z przemieszczaniem się w przestrzeni z punktu A do punktu B i czerpania tam przyjemności z latania. To całokształt naszych zainteresowań skierowanych w stronę przyjemnego i uczącego spędzania czasu wolnego. Najważniejsze jest jednak to, że najprzyjemniej jest spędzać czas w gronie miłych ludzi, dokąd się jedzie staje się wtedy sprawą mniej istotną.
 

Wyjazd do Pribram

 Z założenia miał być to wyjazd, typu ucieczka od stołu wielkanocnego i kilkudniowego robienia NIC, czyli siedzenia przed telewizorem i zbijania bąków po obfitym jedzeniu. W założeniach były również skoki tandemowe oraz kontynuacja rozpoczętych w Hiszpanii AFFów. Okazałem się jednak być miękki, co skwapliwie wykorzystali nowi adepci skydivingu. Zaatakowali w sposób zespołowy (co zawsze bierze mnie pod włos) i zrobiłem im szkolenie teoretyczne przed wyjazdem a na wyjeździe zamiast tandemów mieli zrobić sobie przynajmniej po jednym skoku AFF.
Pogoda, która nas zastała w połączeniu z organizacją skoków, którą znam z lat poprzednich zaowocowała przekroczeniem założonych stanów minimalnych i to o dobry stachanowski procent.

Jestem pod wielkim wrażeniem zaangażowania w tworzeniu wizerunku naszego van4funa, zwanego również jumpulansem. Dziękuję Wam serdecznie, to była przyjemność obserwować Wasz zapał!


A zaczęło się to tak:

Za górami za lasami żył sobie Pączek w maśle ;). Kiedy maślana rzeczywistość przestała go interesować postanowił zrobić coś nowego. Padło na skoki spadochronowe.
Pomyślałem sobie tak: „Skoro przeżyłem tłusty czwartek to co złego może mi się przydarzyć podczas skoku ze spadochronem” ;)
Okazją do pierwszego skoku AFF stał się świąteczny wyjazd do Pribram. Oczywiście przed częścią praktyczna trzeba się porządnie przygotować teoretycznie i mentalnie. Z tego też powodu wszyscy studenci AFF: Alicja, Seba, Piotrek, Paczas zostali zaproszeni na szkolenie teoretyczne do Nadarzyna. Zostaliśmy miło i gorąco przywitani przez Ulę, Iwana i Emilkę.
Następnego dnia zaczęła się „zabawa” w rzucanie pilocika, sytuacje awaryjne itp. Po strasznie ciężkim wysiłku umysłowym i fizycznym  przyszedł czas na krótką (ok. 5h) przerwę przy obklejaniu Van4Fana literkami ;). A po za tym dzięki za nocleg w Nadarzynie.
W Wielki Piątek około godz. 12.00 wyruszyliśmy w stronę Pribram. To co działo się w Van4Fanie jest po prostu nie do opisania (integracja na maxa) ;).
Na czeską strefę dotarliśmy około 23.00. Tam już czekała na nas ekipa z Olsztyna. Czeskie piwko i spać, w końcu jutro czeka nas dzień pełen wrażeń.
Co do zakwaterowania nie mam większych zastrzeżeń. Jedynie do czego się można przyczepić to łazienki i strefowa jadłodajnia (ale nie było najgorzej).
Rano dnia następnego moim oczom ukazała się strefa. Jak dla mnie fajniutka (choć nie mam porównania z innymi). Lotnisko bardzo duże (co nie zmienia faktu, że trafiłem w nie tylko jeden raz ;)).

 W sobotę pogoda nam dopisała i każdy ze studentów mógł wykonać swój pierwszy skok AFF. Muszę przyznać, że cholernie się denerwowałem i pikawa chodziła mi na pełnych obrotach. Sam lot Turboletem był bardzo przyjemny, ale gdy przyszła moja kolej do wysiadki  to zrobiło mi się ciepło. Pozycja na progu, sprawdzam - Iwan jest, Maciek jest, no to hoooooooop. Wooow!!! uczucie niesamowite, nie nadające się do opisania żadną mi znaną metodą (to trzeba poczuć na własnym ciele).
Pomijając fakt, że lepka ręka instruktora wykonała egzekucję :) to pierwsze lądowanie miałem w terenie przygodnym (inaczej mówiąc stałem się pierwszym skoczkiem lądującym pod ziemią lub jak kto woli na księżycu :)).
Natomiast kolejne skoki przyniosły ze sobą jeszcze większy stres i nowe wrażenia. Myślałem, że jak raz się przełamię to później będzie luz, a jednak jest zupełnie inaczej. Każdy kolejny skok niesie ze sobą nowe wyzwania i zadania do zrealizowania, a co za tym idzie takie dziwne uczucie zwane pospolicie strachem.
Drugie lądowanie ze względu na to że nie posłuchałem instruktora (którego zawsze, ale to zawsze trzeba słuchać) miałem twarde, choć już na lotnisku. Iwan stwierdził, że skoro go nie słucham to następnym razem nie dostane radia.:(. Ale się tak fajnie złożyło, że radio dostałem. Niestety nie pomogło mi ono w niczym, ponieważ było popsute i mnie tak wywiało, że chyba  20min się wlokłem na układanie :).
Niestety w poniedziałek strasznie wiało i sobie nie poskakaliśmy :(, tylko Piotrkowi się udało załapać na jeden skok. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło – odpoczynek też jest budujący, więc może nie będzie tak źle.
W Niedzielę Wielkanocną oczywiście wspólne śniadanko, a wieczorkiem shisha i oglądanie własnych skoków tym razem z perspektywy instruktora ;).
Ogólnie wyjazd był niesamowity, a to dzięki ludziom z którymi przyszło mi pojechać.
Żadne pytania początkujących skoczków nie pozostawały bez odpowiedzi (a była ich cała masa), wszyscy bardziej doświadczeni skoczkowie służyli dobrą radą, za co im bardzo dziękuję. Dziękuję również instruktorom za to że pomogli wkroczyć mi na ścieżkę skoczka spadochronowego(to dopiero początek trzeba jeszcze skończyć AFF-a ;)).
Pozdrawiam wszystkich, z którymi skakałem, oraz tych których mogłem poznać – dzięki za super spędzony czas:).

Pączas