skoki w Warszawie, Trójmieście i na Mazurach | skok spadochronowy | skoki spadochronowe | skok w tandemie | skoki w tandemie | skok ze spadochronem | skoki ze spadochronem | skoki tandemowe

skoki spadochronowe z instruktorem

Tandemy.pl
skoki tandemowe
1

Chcesz skoczyć?
Zadzwoń: 0-606 321 181

2

Kliknij, aby zarezerwować skok w tandemie dla siebie lub bliskich
(Click for Tandem reservation form)

3

Chcesz się dowiedzieć więcej?
Wypełnij formularz, a my
skontaktujemy się z Tobą

Główna -> Wyjazdy spadochronowe -> Gdzie już byliśmy ->
Wyjazd do Lillo - listopad 2006 - relacja Iwana Email

No i to jest to! Na depresje jesienną, jeśli ktoś takową hoduje u siebie pod nakryciem głowy nie ma nic lepszego jak powiązane działanie specjalnego pakietu w postaci:
wyjazd zagraniczny (wrażenie oderwania od codzienności), zmiana klimatu (potęguje wrażenie z pkt 1), skoki spadochronowe (totalna rozpierducha schematów w głowie i nic na odtrybienie - skoknie jest takie jak było wcześniej). Tak działający zestaw musi wytępić każdego doła a jeśli ktoś nie ma doła to po prostu będzie się dobrze bawić.

Ruszyliśy z warszawskiego, cudnego portu lotniczego. Zawczasu uprzedziliśmy służby lotniskowe, że będziemy przewozili spadochrony zabezpieczone automatami, kilka faksów, jedna wizyta u komendanta i ... gdy tylko podeszliśmy do bramki podeszły panienki w zielonych mundurkach i przeprowadziły nas przez wejście dla VIP. Kolo przy maszynie, która robi ping i prześwietla wszystko jonizującym promieniowaniem o długości fali krótszeni niż widzialne światło zrobił mądrą minę na widok spadochronów, coś dla podtrzymania rozmowy pogadał, bo i tak sprawa była wcześniej rozstrzygnięta przez dowódcę dowódców.
Po symbolicznym, chemicznym przygotowaniu psychiki do lotu samolotem, z którego się nie skacze (sic!) opuściliśmy z godnością naszą ojczyznę.

No i to jest to! Na depresje jesienną, jeśli ktoś takową hoduje u siebie pod nakryciem głowy nie ma nic lepszego jak powiązane działanie specjalnego pakietu w postaci:
wyjazd zagraniczny (wrażenie oderwania od codzienności), zmiana klimatu (potęguje wrażenie z pkt 1), skoki spadochronowe (totalna rozpierducha schematów w głowie i nic na odtrybienie - skoknie jest takie jak było wcześniej). Tak działający zestaw musi wytępić każdego doła a jeśli ktoś nie ma doła to po prostu będzie się dobrze bawić.

Ruszyliśy z warszawskiego, cudnego portu lotniczego. Zawczasu uprzedziliśmy służby lotniskowe, że będziemy przewozili spadochrony zabezpieczone automatami, kilka faksów, jedna wizyta u komendanta i ... gdy tylko podeszliśmy do bramki podeszły panienki w zielonych mundurkach i przeprowadziły nas przez wejście dla VIP. Kolo przy maszynie, która robi ping i prześwietla wszystko jonizującym promieniowaniem o długości fali krótszeni niż widzialne światło zrobił mądrą minę na widok spadochronów, coś dla podtrzymania rozmowy pogadał, bo i tak sprawa była wcześniej rozstrzygnięta przez dowódcę dowódców.
Po symbolicznym, chemicznym przygotowaniu psychiki do lotu samolotem, z którego sięzaczynał 10 lat temu, Arturro nie skacze (sic!) opuściliśmy z godnością naszą ojczyznę.

Hiszpania nie przywitała nas gorąco. Powiedziałbym, że raczej wionęło od niej chłodem. Takie oto warunki atmosferyczne zastała dzielna ekipa w składzie:
rodzinka: Iwan, Ula, Emilka;
rodzinka: Dynamit, Gagatka;
skoczkini: Natka;
skoczkowie (wg cyfry ;D) Artur, Tomek, Krzysiek;
kandydat na skoczka: Groźny;

Nawet nie pytajcie jak udało nam się wcisnąć do Yaris i Punto w całym tym składzie wraz Natalka wreszcie mogła się wyskakaćze spadochronami. Jestem jednak przekonany, że producenci tych aut chcieliby kilka fotek, aby przekonać potencjalnych nabywców do pojemności tych pierdamonów. Pogięci jak fakirzy o co najmniej trzecim stopniu wtajemniczenia pojechaliśmy do malowniczej (być może bo było ciemno) miejscowości Ocania. Nie byliśmy skłonni do prostych rozwiązań i metodą Holmesa wykluczyliśmy WSZYSTKIE złe drogi zjazdu z autostrady aby zostawić tę jedyną, najprawdziwszą. W ulgą otworzyliśmy drzwi hotelu na strefie zrzutu. Prezentował się wspaniale, do tego dbano o to, aby była cisza. Tak prawdę powiedziawszy to cisza mogła być równie dobrze efektem działania jakiejś skutecznej broni chemicznej, bo w hotelu nie było żywej duszy. O 2giej nad ranem nie było tam nikogo, pomimo uprzedniej rezerwacji i podania przez nas godziny przyjazdu. Po całej tej drodze nie było jednak w nas złości i położyliśmy się w dobrze umeblowanym pokoju mniej wiecej 35 osobowowym, z ubikacją, automatem do kawy i coca coli, naKrzysiek już wie, że komu gra w duszy, ten będzie skakał skórzanych kanapach ( i fotelach). W tych wspaniałych warunkach przywitaliśmy poranek.

Poranek należał do tzw bezpiecznych pod względem lotniczym. Oczywiście skłonny jestem dyskutować co do zasadności kryteriów oceny pogody, biorąc pod uwagę naszą aurę letnią i hiszpańską jesienną, choćby dlatego, że gorącokrwiści mają błękitną blachę nad głową przez 3/4 roku i jedna chmura powoduje u nich wrażenie klaustrofobii, a delikatny zefirek urasta do rangi strasznego wietrzyska. Tak więc z komsomolskim spokojem zająłem się przelewaniem wiedzy teoretycznej do jednostek centralnych zadeklarowanych aefefowiczów. Szło pięknie, bez zawieszeń i restartów. Co jakiś czas pytaliśmy szanownego szefa  ocańskich instruktorów, czy to już, czy jeszcze nie. Jeszcze nie. No więc dalej i dalej, po teorii przyszły ćwiczenia naziemne, zapoznanie z układaniem spadochoronów. Już? Jeszcze nie. No to dla doświadczonych skoczków dyskusja o sytuacjach niebezpiecznych, potem film z utalentowanym czarnym koniem skydivingu, Łeslejem Snajpsem. Sen. Już? Jeszcze nie. No to na wrazie co rno i co? nie widzieliście słońca w Hiszpanii?ejestracja w manifeście, długa dyskusja o cenach biletów, niechętnie nastawiona do całego świata pańcia przelała czarę goryczy. Decyzja zapadła, zmieniamy strefę. Pogoda co prawda się troszkę poprawiła i Gagatka zdążyła zdać egzamin w powietrzu, wyjeżdżała więc z Ocanii jako samodzielny skoczek. Ruszyliśmy do Lillo. To jakieś 80 kilosów dalej, więc nie było problemu, pojechaliśmy tam i sobie skoczyliśmy.
Uśmiechnięci ludzie, z których większość poznałem kilka lat temu, rozwinęli pięknie tą kameralną stefę. Dwa Pilatusy, duża układalnia, ładne miejsce do lądowania (niezaorane tak jak w Ocanii, tylko pokryte fajną trawką) zapytaliśmy o zakwaterowanie i heja. Nie będzie nam tu nikt się sadził. Jest problem na strefie? No to jest inna strefa :)kamasutra team, czyli Dynamit i Gagatka :D

To był dobry ruch. Zupełnie inna atmosfera. Co prawda zefirek nie pozwalał za bardzo rozmawiać na odsłoniętych przestrzeniach, ale rano i wieczorem pozwalał na poskakanie. Aż wreszcie przyszła piękna pogoda. Jeśli oni, ci Hiszpanie, mają taką jesień to ja nie chcę  ich lata bo nie jestem zrobiony z azbestu. Po prostu przesada, miało być słońce, ale wieczorem w knajpie lotniskowej był czas karania (skrzynka piwa) t ych, co coś przeskrobalico za dużo to nie zdrowo. W Polsce w listopadzie większość ludzi, może poza Lepperem ma niedomiary pigmentu i skóra raczej źle przyjmuje UV. Dobrze, że było gdzie się chować. Po kolej zaczęli więc wylatywać z gniazda studentów, jak te młode orły, sokoły, najpierw Artur, potem Tomek.
Wieczorkiem szurnęliśmy sobie do knajpki, niby nic, ale pośród nas tylko Ula swobodnie porozumiewa się w języku krajan, reszta używa lepiej lub gorzej anglelskiego, niemieckiego i włoskiego. Wobec ewidentnego olania języków obcych przez właściciela restauracjiTomek właśnie usamodzielniony w spadaniu (nawet w przypadku menu) doszło do długiego ustalania co, jak, ile i za ile. Udało się i te całe męki sfokusowane na jedynym tłumaczu, zostały wynagrodzone naprawdę przednim kto wygra? ośmiornica czy Groźny?jedzeniem. Zapewniam, że nie można bagatelizować wagi kulinarnych zalet tej części Europy. Planując wyjazdy, po prostu nie można przejść obojętnie obok właśnie tego typu miejsc, gdzie można poznać charakter i kunszt kucharza.
Pogoda i miejcowa interpretacja tego, czy nadaje sie do skoków, spowodowały, że pod koniec wyjazdu skoki zintensyfikowały się. Zmęczenie materiału, nawet jeśli jest to stalgrupen pikczer (jak w przypadku Groźnego) musiały więc jakoś dać o sobie znać. Doszedłem do jedynego słusznego wniosku, który omówiłem z dwoma zainteresowanymi skoczkami. Przerywamy szkolenie i dokończymy je później. Skakanie na siłe, gdy widać już zmęczenie jest po prostu bez sensu, nawet jeśli wydaje się, że do osiągnięcia samodzielności jest już tuż tuż. Wystarczyłby jeden dzień odpoczynku i jestem przekonany, że wrócilibyśmy z wyjazdu ze 100% zrealizowania założeń. Pod kątem odpoczynku, fajnej zabawy dalece
szampan z okazji 500tnego skokuprzekroczyliśmy tą setkę procent :)

A propos przekraczania setek, Ula przekroczyła w Lillo cyfrę 500, z tej okazji skoczyła z dziewczynami w girlsbandzie. Gratulacje!

No dobra to jest początek relacji, teraz czekam na coś od pozostałych uczestników, w międzyczasie będę dopisywał różne akapity.

Iwan