skok spadochronowy | skoki spadochronowe | skok w tandemie | skoki w tandemie | skok ze spadochronem | skoki ze spadochronem | skoki tandemowe

skoki spadochronowe Warszawa

Tandemy.pl
skoki tandemowe
1

Chcesz skoczyć? Zadzwoń do
Jagody: 0-606 321 181
lub Ani: 0-668 214 278

2

Kliknij, aby zarezerwować skok w tandemie dla siebie lub bliskich
(Click for Tandem reservation form)

3

Chcesz się dowiedzieć więcej?
Wypełnij formularz, a my
skontaktujemy się z Tobą

Główna -> Mój pierwszy raz ->
Email
Pierwszy skok Bogusia


Marzyłem o skoku z samolotu od 3 lat... odkąd pamiętam zawsze patrzyłem w niebo i żyłem z głową w chmurach. Wiedziałem, że któregoś dnia skocze, tylko nie wiedziałem kiedy. Dla mnie skok, nie ważne czy w tandemie czy samemu, to kwestia zaufania, dlatego w grę wchodził tylko i wyłącznie skok z Iwanem, bądź kimś z jego Atmosferycznej ekipy. Innych opcji nie ma i nie było. Zacząłem planować swój skok 2-3 miesiące temu.

 Od tego momentu nie było drogi powrotu z dwóch bardzo ważnych powodów:
1) nigdy się nie wycofuję,
2) troche lipa by była, ponieważ wszyscy juz znali mój plan :)

Nie potrafiłem siedzieć cicho, z każdym dniem chciałem wiedzieć coraz więcej i byłem tak nakręcony przyszłym skokiem, że różowy, puchaty króliczek Energizera to mały pikuś przy mnie. Na kilka dni przed skokiem pogoda postanowiła zagrać ze mną w pokera... pokazywała co potrafi, były ulewy, silny wiatr, niskie temperatury i chmury szorujące brzuchem po ziemi... to była gra psychologiczna, kto zachowa zimną krew i pokerową twarz ten wygrywa.

 Skubana nie dawała za wygraną do dnia skoku, ale to ja miałem asa w rękawie... Ekipe Iwana i swoją determinację... Dzień skoku był świetny: cała ekipa super, wszyscy chętnie pomagają, służą radą i uśmiechem. Dzięki Nim dzień mija bardzo szybko. Chcę skakać jako pierwszy, nie chcę czekać, nie potrafię. Poza tym ja nigdy nie chciałem siedzieć w jednym miejscu za długo, to zbyt nudne. Podobno mam ADHD, ale bez papierow więc nic mi nie udowodnią.

Kiedy nadeszła moja pora dostałem ładny pomarańczowy kaftanik z rozporkiem aż do brody i napisem www.tandemy.pl, a także szelki od Zwierzaka, mojego tandempilota, któremu bardzo dziękuję za ten skok. Bladość twarzy była odpowiednia, co znaczyło, że jestem gotowy. Później trochę instrukcji jak to wszystko będzie wyglądać i prośba żebym nie robił zbyt głupich rzeczy w powietrzu, bo zaloży rękawice z ćwiekami. Później tylko krótkie, ale dokładne sprawdzenie czy wszystko jest ok, instrukcje przy samolocie jak będziemy wyskakiwać i w drogę.

Kiedy nasz Turbolet kołował na pasie i zaczął nabierać prędkości miałem już tylko jedną myśl w głowie... "proszę oderwij sie już od ziemi, chcę być w końcu w powietrzu...proszę, proszę, proszę" Kolejne ok. 15 min to wznoszenie sie na wys. 4000 m. Świetny lot widokowy z doborową ekipą. Myslałem, że będę miał większy stres, ale kiedy widziałem opanowane twarze skoczków stres i strach wracały do odpowiedniego poziomu... a co z resztą tej motywującej pary?? NIC !! Jak powiedział Pan Wu - przyjmij ją na klate i have fun! Tak też zrobiłem. Wiedziałem, że jestem w dobrych rękach i nic mi się nie może stać. Zwierzak spokojnym głosem poprosił żebym wstał, pokazał mi na jakiej wysokości jesteśmy, przypiął do siebie i nadeszły ostatnie chwile oczekiwania.

Zdenerwowanie rosło z każdą sekundą. Wiedziałem, że teraz jest już tylko jedna droga – głową w dół. Wreszcie drzwi samolotu się otworzyły. Wszyscy zaczęli wyskakiwać, My na końcu. Idziemy jak wyrosnięte, pomarańczowe pingwiny do niebieskiej odchłani, która kusi i przeraża. Niesamowicie podniecające połączenie. Jesteśmy chyba ostatnimi dwoma egzemplarzami pingwinów, które uważają, że stwierdzenie - pingwiny to nieloty, to tylko głupi mit, który trzeba jak najszybciej obalić. Pablo, mój kamerzysta już stoi na stopniu za samolotem, dochodzimy do progu, spoglądam w dół i po raz pierwszy pojawia sie w głowie prosta myśl: O Qrwa! Szybkie spojrzenie na Pabla, uśmiech do kamery, słyszę huk silników samolotu i przebijający się głos mojego tandempilota: Ready! Set! GO! Wypadamy z samolotu, już jesteśmy w objęciach niebieskiej odchłani, robimy salto do tyłu, mózg wariuje, jeszcze nigdy nie dostał takiego kopa, nie wiem co się dzieje, nie wiem gdzie jestem, wszedzie biało-niebiesko, łapczywie pełnymi ustami staram się nabierać powietrze, lecz nie jest to łatwe, serce chce oszaleć, czuję jak wciąga mnie w dół, ogromny hałas, potwornie zimno, po pewnym czasie dostaję sygnał, że mogę już rozłożyć ręce i poczuć wolność, moje cialo układa sie do lotu samo, podlatuje Pablo, łapiemy się za ręce i zaczynamy kręcić. Zadziwiające jest to, że od momentu wypadnięcia z samolotu w głowie jest tylko jedna mysl: O qrwA! O qrWA! O qRWA! Co ja robię?? Patrz w kamerę! O QRWA! Przelatujemy przez chmure, najpierw jest biała, później robi się ciemna. Jest... taka cudowna! Wypadamy z objęć czarnej chmury i nagle widzę ziemię, zielone, piękne pola, stawy i lotnisko. Po chwili, która w głowie trwa jak wieczność mój tandempilot otwiera spadochron.

Już nie wiem, czy lecę w dół czy w górę. Po chwili czasza Nas wyhamowuje, lot się stabilizuje, a ja nadal nie mogę dojść do siebie. Mogę już zdjąć gogle, ale moje dłonie są zmarznięte i z tych emocji i tylu różnych bodźców odmawiają posłuszeństwa. Teraz juz został spokój, cisza i kolejny wspaniały etap: lot widokowy z otwartym spadochronem. Dostaję sterówki i mogę sprawdzić jak to jest, mogę lecieć gdzie chce. Niesamowite uczucie. Po kilku minutach zbliżamy sią bardzo łagodnie do ziemi. Mam wrażenie jakbyśmy byli zawieszeni na nieboskłonie Zwierzak trzyma juz sterówki i mówi, że mogę je puścić. Jednak z emocji moja lewa dłoń nadal pozostaje zaciśnięta i nie potrafię jej otworzyć. Po chwili koncentracji jest już ok. Ziemia coraz bliżej. Lądowanie niezwykle miękkie, bo to tandempilot szoruje tyłkiem po ziemi. Teraz juz tylko gratulacje, uściski, powrót do ekipy i... No właśnie "i" - teraz już nie jest tak samo i coś trzeba z tym zrobić...

Powiedzieć można tylko jedno "Idź i skocz z ekipą Iwana!" "Idź i skocz z ekipą Iwana!" "Idź i skocz z Atmosferyczną ekipą!" NIE WAŻNE GDZIE, WAŻNE Z KIM!”